Czy oświacie jest potrzebny storytelling?

Czy oświacie jest potrzebny storytelling?

Autor: Piotr Bachoński

Piotr Bachoński absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – filologia polska; ukończył podyplomowe studia z informatyki, zarządzania oświatą oraz Podyplomowe Studia Liderów Oświaty; nauczyciel, wicedyrektor szkoły, ekspert ds. awansu zawodowego nauczycieli; uzyskał trzy certyfikaty trenerskie; prowadzi szkolenia, warsztaty, webinaria z zakresu motywacji, oceniania, wizualizacji, myślenia krytycznego; autor i opiekun e-kursów dla nauczycieli, w tym dla nauczycieli języka polskiego; realizuje procesy kompleksowego wspomagania szkół; prelegent konferencji SEO, OSKKO, międzynarodowej Konferencji TOC; publikował w „Dyrektorze szkoły”.

Czego potrzebują współcześni uczniowie? Fascynujących historii, ale nie tylko oglądanych, ale także opowiadanych. Oczywiście nie może to być jakieś zwykłe opowiadanie, ale takie, które zaintryguje, zaciekawi. Od jakiegoś czasu panuje moda na storytelling. Niestety to ten z nielicznych przypadków, kiedy nie uda się znaleźć w pełni zadowalającego polskiego odpowiednika. Paweł Tkaczyk (który mówi, że żyje z opowiadania ciekawych historii) proponuje termin narratologia[1]. Mamy nieliczne badania na  temat storytellingu i wiele domysłów. Obrazowanie wykonane metodą magnetycznego rezonansu mózgu pokazało, że u osoby opowiadającej i słuchającej zajmującej opowieści uaktywniają się te same obszary, tak, jakby ich umysły się synchronizowały. Na pewno opowiadanie historii odtwarzających i porządkujących świat było dla ludzi jedną z najbardziej naturalnych aktywności. Gdy już mamut był upolowany i poćwiartowany, a z jego skóry uszyto już ubrania, wszyscy zasiadali przy ognisku i wtedy okazywało się, że sieć komórkowa nie ma zasięgu, Internet nie działa, a w telewizji znowu same powtórki i mdła rozrywka. Cóż było robić, ludzie opowiadali sobie różne historie. Wprawdzie pierwszym językiem ludzkości były obrazy, ale słowa okazały się bardziej precyzyjne i doprowadziły do narodzenia się literatury. Ten stan trwał mniej więcej do drugiej połowy XX wieku. Narodziny telewizji, a później Internetu, fakt, że odbiornik obrazów (smartfon), każdy z nas ma  przy sobie cały czas, zmierzch rodzin wielopokoleniowych sprawiły, iż wydawało się, że czas „opowiadaczy” historii i ich słuchaczy minął.

Tymczasem, dość niespodziewanie, w epoce wszechobecnych obrazów triumfy zaczął święcić storytelling. Co więcej, okazało się, że największe sukcesy biznesowe odnoszą ludzie, którzy potrafią zafascynować innych swoimi opowieściami, tacy jak Steve Jobs (Apple) czy Elon Musk (Tesla). Jeśli ktoś chciałby postawić tezę, że opowiadanie historii we współczesnym świecie, to jakaś fanaberia, powinien wziąć pod uwagę fakt, że wielcy menedżerowie zaczęli się uczyć storytellingu, a biznes nie traci czasu na coś, co się po prostu nie opłaca.

Stara, dobra szkoła kształcąca pedagogów zakładała, że nauczyciel musi mieć w sobie coś z aktora, a klasa  to scena, na której on się prezentuje. Było to słuszne przekonanie. Nauczyciel pozostaje jednym z kluczowych czynników decydujących o sukcesach edukacyjnych ucznia. O ile tradycyjny wykład czy pogadanka zdają się zdecydowanie odchodzić do lamusa, o tyle storytelling zdaje się stawać wiodącą formą przekazu słownego. Co więcej, uczniowie, którzy zdążyli już zapomnieć, jaką przyjemność daje słuchanie ciekawych opowieści snutych przez dziadków, czy chociażby czytanych przez rodziców (ci pierwsi najczęściej nie mieszkają z wnukami, ci drudzy rzeczywiście lub tylko w deklaracjach nie mają czasu), reagują na dobrze opowiadane historie autentycznym zasłuchaniem. Być może, przeładowani natłokiem obrazów, odkrywają na nowo świat słowa.

Storytelling to forma mająca znaczenie nie tylko w procesie motywowania uczniów. Ma wielkie znaczenie dla zapamiętywania. Jak pisze Marzena Żylińska, najlepiej,  gdy fakty  da się ubrać w narrację i stworzyć z nich historię[2]. Malowane słowem metafory czy analogie mogą pomóc w  zrozumieniu abstrakcyjnych pojęć i zjawisk. Taka opowieść nie musi być długa, może, a nawet powinna, trwać kilka minut i stanowić wstęp do lekcji lub jej podsumowanie. Bezsprzecznie jednak opowiadania historii trzeba się nauczyć, gdyż z naturalnym darem porywania słuchaczy rodzą się nieliczni. A skoro trzeba się nauczyć, to może nauczyciele powinni być uczeni storytellingu w czasie studiów pedagogicznych. A jeśli ktoś uważa, że to bzdura i fanaberia, niech pojedzie do prowadzonego przez charyzmatycznego „opowiadacza” historii Muzeum Baśni Bajek i Opowieści w Czarnocinie i zobaczy, jakie emocje rysują się na twarzach dzieci, które słuchają historii i je współtworzą.

Paweł Tkaczyk twierdzi, że sam proces opowiadania  (telling) jest ważniejszy, niż historia (story).[3] Stąd wniosek, że kluczowy w storytellingu pozostaje nauczyciel i jego umiejętności. Świetny opowiadający zrobi perełkę z każdej historii, nieudolny, każdą zepsuje.


[1] P. Tkaczyk, Narratologia. Warszawa 2017.

[2] M. Żylińska, Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi. Toruń 2013, s. 54

[3] P. Tkaczyk, op.cit., s. 49-50.